..opublikowałem sobota, 15 lipca 2017 13:18
Kotlety w sosie grzybowo-koperkowym oraz makaron z maślaną cukinią.
Zainspirowany niedawnym zasmakowaniem w cukinii, powróciłem do tego wdzięcznego warzywa, tym razem przygotowując je w innej koncepcji. Poza tym miałem ochotę na kotlety sojowe w gęstym, koperkowym sosie... plus ciekawiło Mnie, jak będzie smakowała cukinia, kiedy bardziej ją wyeksponuję. A zrobiłem to tak... :)
Składniki:
- kotlety sojowe (już uformowane, ok. 250g),
- makaron (500g, bezglutenowe świderki z mąki kukurydzianej),
- cukinia (5 sztuk),
- kostki bulionowe (5 sztuk),
- mąka,
- masło,
- oliwa z oliwek lub olej,
- przyprawy (Zioła Prowansalskie (Kotanyi), Curry (Herbes), majeranek, koperek (suszony lub świeży));
Przyrządzenie
Rozpocząłem od wstawienia do gotowania kotletów sojowych - ok. 40 min. we wrzącej wodzie, intensywność ognia zapewniająca ciągłe bulgotanie. Do wody dodałem trochę soli (najlepiej dodać jakiejś mieszanki typu Vegeta lub kostki bulionowe - wówczas same z siebie potrafią smakować lepiej już po samym ugotowaniu).
Następnie - równolegle - zająłem się przyrządzaniem sosu: do drugiego garnuszka wlałem trzy szklanki wody, wsypałem 6 łyżek mąki, którą dobrze rozprowadziłem w wodzie, intensywnie mieszając widelcem. Wstawiłem na ogień (średniej intensywności), mieszając najrzadziej raz na kilka minut. Kiedy zauważyłem, że całość dość się już nagrzała, dorzuciłem trzy kostki bulionowe (użyłem grzybowych - możesz użyć innych, wedle gustu) oraz doprawiłem obficie suszonym koperkiem, w mniejszym stopniu natomiast Curry oraz (w jeszcze mniejszym) Ziołami Prowansalskimi (użyłem ich bardzo ostrożnie, gdyż w wykonaniu Kotanyi są dość wyraziste w smaku i bardzo łatwo wybijają się w kompozycji na pierwszy plan - na którym chciałem mieć jednak co innego: grzybowo-koperkowy smak). Dodałem również kilka łyżek masła.
Kiedy sos zaczął się gotować (co może się objawiać bulgotaniem, a nawet podnoszeniem się jego poziomu, jak w przypadku mleka - warto uważać :) ), potrzymałem na ogniu jeszcze 2-3 minuty, po czym sos był gotowy.
Gdzieś w międzyczasie umyłem i pokroiłem cukinie - nie obierając ze skórki. Pokroiłem tak jak poprzednim razem: pojedyncza sztuka na pół, połówki wzdłuż, ćwiartki również wzdłuż - w efekcie czego powstały paseczki nieco dłuższe od palca wskazującego.
Kiedy kotlety sojowe się ugotowały, odcedziłem je (sitko umieszczając w innym naczyniu, gdyż chciałem jeszcze użyć wody po kotletach) oraz przełożyłem do naczynia z sosem, dobrze je z nim mieszając oraz przykrywając, aby porządnie nim przeszły.
Do garnuszka po kotletach wlałem trochę wody w której wcześniej się gotowały, wsypałem całą pokrojoną wcześniej cukinię, umieszczając na wierzchu kilka łyżek masła, przykryłem i wstawiłem do duszenia (na średnio-dużym ogniu).
Mieszałem raz na dobrych kilka minut, aby zorientować się w stopniu zrelaksowania cukinii ;) - tj. w tym, jak bardzo zmiękła. Łatwo to poznasz: na początku trzeba będzie mieszać ostrożnie, by nic nie wypadło z garnuszka - jednak z biegiem czasu cukinia będzie coraz bardziej mięknąć i zaczniesz zauważać, że zmniejszyła swoją objętość, a poszczególne kawałki (paseczki) nie są już tak sztywne - lecz bardziej elastyczne. Punktem docelowym jest uzyskanie bardzo mięciutkiej cukinii - tak, aby niemalże spływała z łyżki :) . Na tym etapie będzie się już prawdopodobnie gotować we własnym sosie.
Gdzieś w samym środku przyrządzania cukinii przyprawiłem ją majerankiem oraz Curry, jak również dodałem dwóch kostek bulionowych (polecam trzy - z dwoma nie wyszła Mi wystarczająco wyrazista smakowo). Później dodałem nieco oliwy z oliwek (dla smaku oraz lepszego "trzymania" temperatury) oraz znów wymieszałem.
Kiedy cukinia była już gotowa (a więc przyjemnie mięciutka oraz skąpana w sosie własnym), przelałem całą zawartość garnuszka do innego naczynia, po czym wstawiłem makaron (na standardowe 15 minut, mieszając raz na dwie-trzy oraz uważając, by nie wykipiał).
Po ugotowaniu i odcedzeniu makaronu przełożyłem go z powrotem do naczynia, które zmieściłoby cały makaron wraz z całą cukinią z sosem. Dodałem więc do makaronu całą cukinię i dobrze wymieszałem. Podawałem osobno, chociaż również przy wymieszaniu ze sobą obu konceptów (makaronu z kotletami) smakowało wyśmienicie :) .
Wrażenia
Bardzo lubię doświadczać w kuchni nowych rzeczy, poznawać nowe smaki oraz koncepty. Tym razem po raz pierwszy doświadczyłem makaronu bezglutenowego, który okazał się dość ciekawy w smaku: po pierwsze, kojarzył Mi się z chrupkami kukurydzianymi (zapewne dlatego, iż był przyrządzony z mąki kukurydzianej), po drugie miał bardzo ciekawą fakturę: klasyczny makaron jest "oleisty", śliski - ten nie miał tej "oleistości", choć nie był nieprzyjemnie suchy, czy szorstki (absolutnie nie). Odczułem jednakowoż zauważalną różnicę konsystencji, czy faktury. Poza tym miał przyjemniejszy, bardziej pomarańczowy kolor.
Jak wspomniałem wcześniej, dodałem do cukinii za mało kostek bulionowych, stąd nie zyskała tak wyrazistego grzybowego smaku, jak poprzednio (z uwagi na kostki grzybowe - poprzednio użyłem trzech, tym razem dwóch dla eksperymentu). W związku z tym, pomimo doprawienia, smakowała bardziej cukiniowo, niż grzybowo - charakterystyczny, warzywny smak, który zdominował Mój makaron :) . Smakowało Mi jednak bardzo przyjemnie - delikatnie, a zarazem maślanie... mmm... :)
Jeżeli zaś chodzi o kotlety, wyszły przebosko:) - sos udał Mi się cudownie aksamitny i gęsty, wyraziście koperkowy oraz grzybowy, czyli tak jak pragnąłem. W dodatku wyczuwalna była nuta Ziół Prowansalskich, choć teoretycznie nie użyłem ich wiele - dzięki jakości Kotanyi były wyczuwalne bardziej, niż tylko w posmaku. Na szczęście - również zgodnie z zamierzeniem - nie zdominowały kompozycji, pozwalając wyjść koperkowi oraz grzybowemu akcentowi na pierwszy plan.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz